Szukaj

Uwolnij się.

Blog o uzależnieniu od seksu i pornografii.

Co jest nie tak z porno?!

Cześć wszystkim,

W pierwszym poście chciałbym wyjaśnić sens tego bloga, a ten rozbija się właśnie o pytanie postawione w temacie. Co jest nie tak z porno? Przenikanie pornografii do kultury masowej i seksualizacja społeczeństwa są zjawiskami na które nie da się już przymykać oczu – podobnie jak komputeryzacja, stały się częścią naszego codziennego funkcjonowania.

Patrząc szerzej, jesteśmy społeczeństwem konsumpcyjnym. Co za tym idzie, konsumujemy najróżniejsze produkty, zarówno w restauracjach, jak i siedząc przed telewizorem, albo czytając kolejną książkę. Nie byłoby w tym nic złego, wszak konsumować trzeba, gdyby nie fakt, że dla wielu ludzi nieświadoma konsumpcja staje się sensem istnienia. Pochłonięci konsumowaniem i światem zewnętrznym rzadko mamy okazję zajrzeć do wewnątrz i przyjrzeć się, czy nie ma tam przypadkiem jakichś cennych rzeczy wartych uwagi. Formułując sprawę trochę mądrzej – świat zjawisk odciąga nas od nas samych, od naszej wewnętrznej prawdy. I łatwo się w nim zagubić.

Argument numer dwa brzmi: łatwe rozwiązanie nie zawsze jest najlepsze. O wiele łatwiej jest odpalić stronę porno i rozładować swój popęd seksualny w ten sposób, niż zbudować trwałą relację z drugą osobą. Jest to też dużo łatwiejsze niż poderwanie dziewczyny na dyskotece. W ten sposób pokolenie młodych mężczyzn uczy się, że nie muszą się starać, bo w razie co, mają na wyciągnięcie ręki (dosłownie) mniej stresujące rozwiązanie. Porno stymuluje lenistwo.

Argument trzeci jest oczywisty: istnieje grupa ludzi, która jest podatna na uzależnienia, a pornografia, podobnie jak alkohol i papierosy czy hazard, jako coś ekscytującego i rozładowującego napięcie, na dłuższą metę może uzależnić. Szukanie coraz silniejszych bodźców seksualnych, kiedy znudzi nam się „zwyczajna” pornografia prowadzi do zmiany preferencji seksualnych, często na takie, które są niespójne z naszym obrazem siebie. Wpływ pornografii na grupę ryzyka jest ogromny i mam z nim do czynienia na codzień, ale nie na tym chciałbym skoncentrować swoje rozważania – z założenia ten blog ma być dla wszystkich.

Argument czwarty: przemysł pornograficzny nie jest dostatecznie uregulowany. W efekcie aktorzy narażeni są często na niehigieniczne warunki, przekraczanie granic tego, na co się zgadzają, a także, rzecz jasna, na utratę zdrowia i życia. W najlepszych firmach badania na HIV dokonywane są co 2 tygodnie, co daje pewne poczucie bezpieczeństwa, natomiast absolutnie nie zapobiega rozprzestrzenianiu się tej choroby. Podsumowując: ktoś może umrzeć dla twojej przyjemności.

Argument piąty: istnieje powiązanie pomiędzy zaburzeniami erekcji, a intensywnym korzystaniem z pornografii. Wiąże się to z ilością bodźców i stymulacją, jaką film pornograficzny wywołuje w osobie go oglądającej – nawet najbardziej wyuzdany seks słabo będzie z tym konkurował ze względu na: a) zblizenia kamery, tak aby uzyskać najbardziej podniecające ujęcie, b) make-up gwiazdek i obróbkę graficzną materiału, c) używaną przez aktorów viagrę i inne środki, co wpływa na długość aktu.

Argument szósty: to co nieświadomie konsumujemy wpływa na nasz sposób patrzenia na świat. W tym sensie oglądanie pornografii może wpłynąć na posiadanie nierealistycznych oczekiwań wobec seksu i związków.

Teraz zastanów się, w co ty chciałbyś zainwestować swoją energię seksualną? W naprawdę fajny seks, ze swoją partnerką, czy w oglądanie innych ludzi uprawiających go przed kamerą (którzy niekoniecznie muszą się dobrze bawić)? Dokonaj świadomych wyborów. Tak samo jak z jedzeniem, paleniem czy piciem. Zastanów się do czego dążysz i czy twoje wybory są spójne z twoim celem. Jak to, co konsumujesz wpływa NA CIEBIE (wszak nie na każdego wpływa to tak samo)? Każdy ma swoją ścieżkę do zdrowej seksualności, zachęcam tylko, aby każdy krok na niej, był świadomym wyborem i ostatecznie wyborem, który sprawi, że w twoim życiu pojawia się więcej szczęścia. Tego chyba wszyscy jako ludzie potrzebujemy.

50 twarzy WTF?

Witam serdecznie moich drogich czytelników,

Dzisiejszy temat jest troszkę nieświeży, ale postanowiłem zmierzyć się z nim ponownie na łamach tego bloga. Chodzi mianowicie o moje doświadczenia z ekranizacją filmu „50 twarzy Greya”. Podobnie jak książka, film okazał się wielkim hitem, zarabiając w sumie ponad 158 milionów dolarów. Wydanie książki stało się swojego rodzaju punktem przełomowym, po którym nastąpił wysyp podobnych powieści na sklepowe półki. Nie przypominam sobie, żeby przed wydaniem „50 twarzy” była w Empiku oddzielna kategoria z literaturą erotyczną (jeśli była, niech ktoś mnie poprawi).

Film opowiada o relacji sado-masochistycznej dodając do tego absurdalną w moim odczuciu romantyczną oprawę. Naprawdę miałem ochotę momentami uderzać głową o ścianę. Zacznijmy od samej postaci głównego bohatera. Młody milioner, który w świat seksu został wprowadzony przez bardziej doświadczoną pedofilkę, wydaje się chodzącym kłębkiem problemów (na temat problemów osobowościowych tej postaci mógłbym napisać osobny artykuł). Obawiający się emocjonalnej bliskości, kontrolujący każdy aspekt życia swojej partnerki Grey staje przed dylematem związanym z miotającymi nim emocjami. Nie mniej problematyczną jednostką wydaje sie jego kochanka-dziewczyna Anastasia, od której bije zaniżone poczucie własnej wartości i która wyraźnie cierpi wskutek relacji w którą się wpakowała. W jakiś sposób wydaje mi się, że jest to historia o bardzo zwyczajnej dziewczynie próbującej naprostować drogi złego chłopca. W najgorszym wypadku, może zostać to odebrane jako historia sugerująca, że da się naprawić swojego oprawcę.

W związki nie po to się wchodzi, żeby kogoś zmieniać, to po pierwsze. Po drugie, jeśli ktoś przekracza nasze granice i nie czujemy się dobrze ani bezpiecznie, sami powinniśmy szukać pomocy, a nie próbować pomagać osobie, która nas krzywdzi. W „50 twarzach” mamy wielokrotnie do czynienia z sytuacją, w której akt seksualny jest dokonywany bez entuzjastycznej zgody partnerki. Anastasia sprawia wrażenie skonfudowanej i przestraszonej sytuacją. To nie jest środowisko do zdrowego seksu, to nie jest obupólna zgoda. W przypadku braku entuzjastycznej zgody można mówić o napaści, albo przemocy seksualnej. Popychanie do rzeczy na które dana osoba nie jest gotowa i nie dbanie o nią emocjonalnie po wszystkim nie jest częścią jakiejkolwiek zdrowej relacji seksualnej. Także panowie, naciskający na swoje partnerki/żony – kiedy kobieta mówi „tak!” to znaczy tak. W innym przypadku jest to przekraczanie jej granic, albo wykorzystywanie momentu niepewności. Warto na to zwrócić uwagę.

Cała ta historia robi na mnie dość smutne wrażenie. Film został wypuszczony do obejrzenia od 12 roku życia. Bez wątpienia jest to film z gatunku tych bardziej erotycznych. Co więcej, występuje tam zerotyzowana przemoc i spektrum problemów o których ktoś bez podstawowej wiedzy psychologicznej nie ma zielonego pojęcia. Czy 12 latek albo 12 latka, która w naszym kraju legalnie nie może jeszcze nawet uprawiać seksu (a prawdopodobnie dopiero wchodzi w okres dojrzewania), ma zasoby intelektualne i emocjonalne, żeby właściwie zrozumieć ten film? Raczej nie. Dostaje natomiast sygnał, że to co widzi jest fajne i jest w porządku. Czy można mówić o promowaniu w ten sposób agresji seksualnej? Myślę że tak. Problem jest bardzo szeroki, bo mamy przecież też do czynienia z brutalnymi filmami akcji dostępnymi dla dzieci w podobnym wieku. Wydaje mi się, że zrozumienie siebie (własnych potrzeb, preferencji, tego na co się zgadzamy, a na co nie w swoim życiu i do czego chcemy dążyć w związkach), wymaga czasu. 12 rok życia to na to ciut za wcześnie, prawda? A jeśli nie ma świadomej refleksji, to jedyne co może pozostać, to bezmyślne naśladownictwo. W efekcie komuś może stać się krzywda. Oczywiście ogromnie wiele zależy od wpływu rodziny, warunków rozwojowych czy naszych czynników osobowościowych, ale nie można zupełnie wykluczyć roli jaką gra modelowanie społeczne w kształtowaniu się jednostki. Szczególnie jeśli rodzina nie za wiele ma w kwesti wzorców czy tym bardziej zdrowej seksualności do przekazania.

Z drugiej strony, film może stać się inspiracją do odkrycia nieznanych dotąd aspektów siebie osobom, będącym w stabilnych, dojrzałych relacjach. Mówi się, że seks jest „placem zabaw” dla dorosłych – poprzez seks możemy wchodzić w różne role, odkrywać i wyrażać uśpione na codzień aspekty swojej osobowości. Zasadniczo ma to w moim odczuciu rolę terapeutyczną i rozwijającą, o ile kontekst jest właściwy – to znaczy nie mamy do czynienia z odreagowywaniem przeszłych traum (jak w „50 twarzach”…), dysocjacją poprzez seks, a wszystko toczy się w otoczce poczucia bezpieczeństwa i dbania o siebie nawzajem. W „50 twarzach Greya” mamy odwrotna sytuację – tak jak wspomniała Lacey Green w swoim filmiku, z którego bezczelnie zapożyczyłem tytuł tego artykułu – kontrakt był przez Greya wielokrotnie łamany, a granice jego kochanki przekraczane.

Co w kwestii seksualności jest normą, a co nie?

Zdrowy rozsądek kazałby twierdzić, że jeśli mamy do czynienia z dwójką dorosłych, świadomych swoich wyborów ludzi i nikomu nie dzieje się krzywda, to co robią jest ich sprawą i nie można tu mówić o patologii. Pozostaje jednak pytanie, co powoduje, że komuś przyjemność sprawia zadawanie drugiej osobie fizycznego cierpienia? Co powoduje, że komuś sprawia przyjemność bycie poniżanym? Jakiego rodzaju emocje kierują tą osobą, jakie sytuacje uwarunkowały takie preferencje? Na ten moment sadyzm i masochizm ciągle są w klasyfikacji zaburzeń psychicznych ICD-10. Co przyniesie przyszłość, tego nie wie nikt. Można zażartować, że mamy tutaj pewnie do czynienia z 50 odcieniami szarości.

Swoją drogą, tak nijakiej psychologicznie bohaterki jak Anastasia Steele chyba jeszcze w swoim życiu nie spotkałem. Gdybym miał konto na filmwebie, dałbym filmowi 0/10.

W pogoni za pięknem

Witam serdecznie moich czytelników,

Dzisiejszy artykuł jest na temat standardów piękna jakie kultywujemy. Prawdą jest, że każda kultura i epoka ma swój ideał piękna, za którym nieodmiennie goni, w ostatnich czasach jednak, dzięki rozpowszechnieniu środków masowego przekazu mamy do czynienia z sytuacją bezprecedensową. Miliony młodych kobiet są od dziecka uczone, że powinny wyglądać tak, jak piękne kobiety z okładek – to znaczy – nie posiadać żadnych niedoskonałości, mieć idealną cerę, figurę, zero zbędnego tłuszczu, nie wspominając już o celulicie czy innych tego typu kwestiach. Tworzy to w nich często przeświadczenie o własnej niedoskonałości lub poczucie dyskomfortu, który trzeba w jakiś sposób zamaskować. Chcesz sprawdzić tą tezę? Spytaj się jakiejś kobiety, czy jej się podoba jej ciało. Korzystają na tym oczywiście firmy produkujące kosmetyki i cały przemysł związany z operacjami plastycznymi. Wszystko to jest efekt zbiorowego szaleństwa jakiemu poddała się nasza cywilizacja – pogoni za pięknym wyglądem.

Tymczasem jak dobrze wiadomo osobom dociekliwym, gwiazdy kina czy modelki prezentujące się tak wspaniale w kolorowych magazynach czy na ekranie komputera, na codzień wyglądają tak naprawdę zupełnie przeciętnie. Często gorzej niż ta piękna kobieta, która jest tuż przy tobie, a której nie raczysz docenić. Faktem jest, że photoshop zmienił nasze postrzeganie rzeczywistości. Wydaje nam się, że ludzka istota może wyglądać w taki sposób, w jaki jest nam prezentowana. Otóż nie może i nie będzie tak wyglądać. Wiara w to powoduje tylko narastające cierpienie – i u panów, którzy gonią za nieuchwytnym ideałem i którzy rozbijają się raz po raz o mur rzeczywistości i u pań, które ciągle czują się niewystarczająco piękne i nie wierzą nawet w szczere wyrazy zachwytu, jeśli je usłyszą. Podsumowując, nasz obraz piękna jest zbudowany na kłamstwie, co więcej, każe nam wierzyć, że piękna jest tylko jedna figura albo rodzaj urody (tu ukłony do pań mających trochę więcej ciała – jesteście tak samo śliczne). Tymczasem piękno ma wszelkie rozmiary i kształty i jest czymś zupełnie subiektywnym. Ja też będę wyrażał tutaj swoje subiektywne zdanie.

Co się dzieje z młodą dziewczynką, której wpajane jest, że musi się przede wszystkim podobać? Na czym będzie opierać poczucie własnej wartości? Czy będzie ono płynęło z jej wnętrza? Z jakości, które wnosi do świata? Czy będzie chciała rozwijać swoje talenty, stać się szczęśliwą, kochającą jednostką, czy może będzie miała inne priorytety? Jak wiele swojej energii poświęci na to, żeby dostosować się do tego, co wydaje jej się konieczne, aby być zaaprobowanym przez swoich rówieśników? I wreszcie, co byłoby dla niej samej lepsze? Dążyć do bycia „piękną”, czy być szczęśliwą?

Nie wiem jak wam się wydaje, ale dla mnie piękni są ludzie, którzy mają dobre serca. Piękni są ludzie szczęśliwi. Piękny jest „IZ” z nadwagą, za swoje niesamowite wykonanie „Somewhere over the rainbow”. Piękny jest pan, który z życzliwością pomaga starszej sąsiadce w doniesieniu do domu zakupów. Piękna jest pani, która z czułością pomaga swoim dzieciom ruszyć w nieznany im świat. To są jakości, które czynią nasze życie lepszym. Z drugiej strony znam osoby o bardzo atrakcyjnej aparycji (w moim odczuciu), którym do piękna daleko. Osoby, które bez zmrużenia oka skrzywdziłyby innych. Nieszczęśliwe, bądź próżne do tego stopnia, że pod powłoką zewnętrzną niewiele jest już do odkrywania. Zastanówcie się jak sami definiujecie piękno.

Ktoś może pomyśleć – „jasne, jasne, rzucasz tutaj górnolotnymi ideami, a sam na pewno też masz swój ideał urody.” Jasne, że tak. Tak jak każdemu człowiekowi, pewne cechy wydają mi się bardziej atrakcyjne a pewne mniej. Ale to jest dla mnie tylko jeden z elementów układanki. Ktoś może mi się na początku nie spodobać, ale jeśli ma w sobie coś wyjątkowego, co mnie oczaruje, z czasem rzeczy które mi przeszkadzały zaczynają mi się podobać. I na odwrót – po paru rozmowach z jakąś dziewczyną może się okazać, że zupełnie przestała być dla mnie atrakcyjna mimo początkowego przyciągania. Przede wszystkim, drogie panie – szczególnie apel do tych, które czują się nieatrakcyjne, czują się źle w swojej skórze – zamiast gonić za kolejnym odmieniającym życie kosmetykiem czy sukienką, poświęćcie czas na to, żeby zaakceptować siebie. Może się wam wydawać, że żadne z was ideały, ale prawda jest taka, że nic tak nie przyciąga jak kobieta która nie wstydzi się siebie i nie boi się swojego seksapilu. Jeśli spodobasz się sobie, szybko staniesz się czyimś ideałem. Ale przede wszystkim zrób to dla siebie. Daj sobie prawo do szczęścia. Chcemy więcej kobiet, które wierzą w siebie, kipią energią, znają swoją wartość i nie wstydzą się jej pokazywać. Myślę, że kobiety pragną tego samego od facetów. Zostaliśmy tylko zmanipulowani, żeby wierzyć, że bardziej liczą się inne kwestie.

Apel do Panów – doceniajcie piękno kobiet, które wam towarzyszą. Nie dajcie się zwariować medialnym standardom. Jeśli chcecie aby wokół was było więcej wartościowych ludzi, doceniajcie ich częściej za to, kim są i co sobą reprezentują, a nie za to, jak wyglądają.

Na sam koniec zaznaczę, że nie sugeruję wcale aby przestać dbać o swój wygląd. Chciałbym tylko, żeby to częściej płynęło z miłości do siebie i własnych chęci, a nie z wstydu, który zaszczepili w nas inni.

#StopTheBeautyMadness

Wszystkiego dobrego

Gdybym miał coś przekazać ludziom, to powiedziałbym, że w każdym z nas jest unikalny dar. W każdym jest potencjał żeby osiągnąć coś wspaniałego. To mogą być proste rzeczy, jak talent do robienia pysznych naleśników, sprawianie, że twoi bliscy zawsze się uśmiechną, albo wyjątkowa cierpliwość. Wszyscy wnosimy coś do świata, każdy z nas z osobna ma jakąś wartość. Chciałbym żebyście pamiętali, że jesteście wyjątkowi, że macie w sobie potencjał żeby zrealizować swoje marzenia, żeby cieszyć się życiem, które wam dano. Nasze dni nie są nieograniczone. Ten świat to tylko przystanek i warto wykorzystać tą chwilę na coś dobrego.

Chciałbym, żebyście pamiętali, że wasze ciała są świątynią i żebyście je cenili. Chciałbym, żebyście pamiętali także, że jest pojazdem i niezależnie od tego w jakim jest stanie to siła ducha zwycięża.

Nie zaniedbujcie swoich bliskich i doceniajcie każdy dzień. Kochajcie swoich przyjaciół i próbujcie wybaczyć wrogom. Wszyscy byliśmy kiedyś w mrocznym miejscu i wszyscy błądzimy. Ale jesteśmy ludźmi na tej małej łódce i powinniśmy trzymać się razem.

Pamiętajcie, że nie jesteście swoimi myślami. Jesteście więksi i wspanialsi niż wam się kiedykolwiek wydawało. Myśli przychodzą i odchodzą jak dym, a prawda zawsze jest z wami.

Chciałbym żebyście wiedzieli, że miłość zwycięża i uzdrawia. Nie ma większej siły na ziemi. Miłość pomaga pogodzić się z tym co jest. Miłość nigdy nie sprawi wam bólu. Ból sprawia nasza chciwość, nasze przywiązania, nasza próba zawłaszczenia sobie tego co nie nasze.

Nie znam was, ale wiem w tej chwili, że kocham was bardzo.

Jak stać się panem swojego losu?

Dzisiejszy wpis zainspirowany został słowami jednego z największych psychologów XX w., twórcy, psychologii głębi:

„Dopóki nie uczynisz nieświadomego – świadomym, będzie ono kierowało Twoim życiem, a Ty będziesz nazywał to przeznaczeniem.” – http://pl.wikipedia.org/wiki/Carl_Gustav_Jung

Jak, w kontekście złych nawyków uczynić nieświadome, świadomym? Przede wszystkim obserwuj uważnie mechanizmy swojego działania. Patrz na to, kiedy zdarzają się zachowania niepożądane, co je poprzedzało? Czego w danym momencie potrzebowałeś? I czy na pewno zaspokoiłeś swoje potrzeby tym zachowaniem?

Podróż wgłąb siebie nie jest łatwa. Prawdopodobnie będzie ci to sprawiało ból. To też przewidział pan Jung. Ból jest nieodłączną częścią dojrzewania. Przestań od niego uciekać, a przekroczysz swoje ograniczenia.

Przesłanie od Pata

Cześć wszystkim!

Dzięki wam za wasze odważne wypowiedzi, zainspirowały mnie żeby podzielić się trochę własnymi doświadczeniami. Przedstawiam parę pomysłów które dla mnie zadziałały – część z nich może zadziałać także dla was.

Po pierwsze uczucia/emocje – są jedynie chwilowe, nie są tobą. Zmieniają się, przychodzą i odchodzą tak jak pogoda – więc kiedy je zauważysz, nie przywiązuj się zbyt mocno do nich i nie identyfikuj się z nimi. Weźmy pod uwagę także „nastawienie”, coś, co jest dla mnie bardziej „trwałym” stanem, niż uczucia (po prawdzie to nasze nastawienie może wywoływać nasze uczucia), więc lepiej nad nim popracować. Nastawienie może pochodzić od decyzji którą podjęliśmy lata (dekady?) temu dotyczącą kogoś/czegoś co się raz wydarzyło i to nastawienie/opinię nosimy w sobie od tamtego czasu – a teraz jest to już zbędne. Rozważ jakie opinie/nastawienia w sobie nosisz i sprawdź czy mogłyby zostać odświeżony do nowszej, bardziej korzystnej dla twojego życia wersji… Korzystając z żargonu komputerowego, po poprzestawać na wersji swojego Ja 1.0, skoro możesz być swoim Ja 7.3? To może pomóc, kiedy przychodzą do was różne uczucia. Można uznać że nastawienia/opinie są jak klimat, natomiast uczucia są jak pogoda, która działa niejako „pod parasolem” tego generalnego klimatu, który dyktuje schematy zachowania się pogody. Na przykład, ja żyję w UK – ciągle tutaj pada! Jeśli naprawdę nie lubię deszczu (lub uznaje deszcz za niekorzystny), mogę albo zmagać się z każdą przydarzającą się mżawką z osobna, i stać się nieźle wkurzonym/rozczarowanym/(wstaw tu własną negatyną emocję) przez to… ALBO, co jest o wiele łatwiejsze, mogę podjąć jedną decyzję i wybrać zmianę klimatu w którym żyję (przeprowadzić się o parę km, przenieść się na inny teren, czy nawet do innego „emocjonalnego kraju”!, wracając od metafor klimatycznych z powrotem do emocji i nastawień). Nastawienia/Przekonania mogą być o wiele bardziej utrwalone niż uczucia – to trochę tak jak z lodem i wodą, albo betonem wyschniętym i betonem płynnym.

Dodatkowo – jedna ostatnia rzecz… Etykietki, uważajcie na nie. Ktoś użył frazy „my Nałogowcy”. 1. Proponuję nie etykietkować siebie (lub kogokolwiek innego) tym słowem na „N” – nikomu to nie pomaga. Może być to użyte jako wymówka żeby się nie zmieniać, albo jak coś wpływającego na twoją tożsamość („Jestem tylko N.., a N… robią tamto i siamto”). Zamiast określać się słowem na „N”, przyjmuję taką postawę: wszystko to wydarzyło się, z powodu pewnych problemów emocjonalnych, których doświadczyłem we wcześniejszych fazach życia, w których to wybrałem coś co sprawi, że poczuję się lepiej. Z czasem zacząłem korzystać z tego jeszcze bardziej, ponieważ w tamtym momencie nie miałem lepszej wiedzy na temat siebie samego oraz alternatyw. Używałem tej rzeczy, aż z czasem zeszła ona do tła mojego życia, stała się nawykiem. W końcu zauważyłem, że ten nawyk mnie ogranicza w wielu dziedzinach mojego życia i próbowałem wszystkiego aby się go pozbyć. W końcu spotkałem Craiga i rozpocząłem uważną pracę nad tym nawykiem. Teraz wykonuję pracę nad swoimi emocjami (i postawami/opiniami które z nich wynikają), które są podłożem nawyku i zmieniam swój styl życia, aby wzmocnić nowe postawy i opinie.

Następna kwestia – granice – musisz mieć pewność, że dostrzegasz różnicę pomiędzy sobą samym a innymi. Narysuj okrąg na kawałku papieru i napisz na nim „Ja” a następnie narysuj drugi okrag i napisz na nim „Ktoś inny”. Rozdziel, rozróżnij, wypełnij. Jeśli w twoim okręgu są dziury (brak granic), ktoś może zyskać dostęp do twojej osobowości i zacząć nią manipulować – musisz sam decydować, na kogo się otwierać i w jakim stopniu! Uwaga na marginesie – trzeba odnaleźć równowagę pomiędzy kompletnym zamknięciem się na ludzi (byciem emocjonalną wyspą), a zdrową komunikacją i interakcją z drugim człowiekiem – baw się procesem poszukiwania tej równowagi! Upewnij się, że znasz dobrze swoich 6 podstawowych potrzeb (są wymienione poniżej) – musisz je znać jak własną kieszeń. Wtedy, kiedy pojawiają się zapalniki, będzie ci łatwo stwierdzić, czego dana składowa osobowości tak naprawdę chce (w dowolnej kolejności: rozwoju, bycia ważnym, stabilności, wkładu w życie innych, różnorodności/ekscytacji, miłości/bliskości.) i zapewnić to jej w taki czy inny sposób. Rozmawiaj ze swoimi składowymi – nie walcz z nimi ani nie próbuj ich likwidować! – one są częścią ciebie i zawsze nią będą. To właśnie różnorodne składowe czynią nas ludzkimi i każdy z nas je posiada w takiej czy innej formie (prawdopodobnie są one dość podobne, ale manifestują się dla każdego z nas w trochę inny sposób – w końcu wszyscy mamy takie same podstawowe potrzeby, a one wyrażają się, czy też są uosabiane, poprzez nasze składowe w różny dla każdego sposób, zależnie od naszej historii i osobistych doświadczeń ). Wydaje mi się, że nasze potrzeby są jak projektory, wyświetlające różne składowe naszej osobowości na ekranie (jak w kinie – mamy różnych aktorów), komunikując się w ten sposób z nami. Nasze potrzeby nie potrafią mówić słowami, więc wyświetlają poruszające się postacie na ekranie świadomości, aby z nami się komunikować… Spróbuj przetransformować/zamienić swoje potrzeby i pragnienia w coś pozytywnego i pro-aktywnego: dla przykładu, mam składową którą nazywam Buntownikiem (lubi przeszkadzać i odcinać się od innych, a potem stać z boku i śmiać się z dumą z tego co narobił). Moja relacja z Buntownikiem była mieszanką miłości i nienawiści, ponieważ przeszkadzał kiedy tylko próbowałem zrobić po raz kolejny jakieś żmudne zadanie w pracy. Rozumiem teraz, że to czego potrzebuję w takich sytuacjach to różnorodność, więc czytam coś interesującego, albo zajmuję się innym zadaniem przez chwilę, kiedy on się pojawia. Ponadto, chcę mieć pewność, że jego potrzeby są zaspokojone, więc w wolnym czasie szukam okazji do do pisania skeczów komediowych i rozwijania swojej przedsiębiorczości – staram się robić cokolwiek, co jest sposobem na pozytywną, kreatywną przerwę od obowiązków.

Kolejna kwestia – cele – całkowicie polecam metodę SMART, warto jednak pamiętać o tym, aby te cele cię poruszały, były czymś ważnym, inspirowały do działania (inaczej się nimi nie zajmiesz!). O potrzebie autentyczności i zaangażowaniu emocjonalnym wspomnę jeszcze niżej. SMART TMI (Smart me?) byłoby świetnym skrótem żeby to zapamiętać. Wybieraj cele (postawa aktywna), zamiast je przyjmować (postawa pasywna). Nawet jeśli masz przed sobą tylko jedną opcję, z której nie jesteś do końca zadowolony, wybierz ją aktywnie, dosiądź jej i okiełznaj jak dzikiego rumaka i ciesz się jazdą. I rób to (tak jak i wszystko inne) w sposób autentyczny. Uważaj na maski (czy też gęby, jak to Gąbrowicz lubił ujmować – przyp. Tłumacza), robienie czegoś w sekrecie i brak autentyczności. W ten sposób unikniesz bycia kimś pasywnym, ofiarą, kimś komu życie się tylko przydarza, kimś kto pozwala sobie na użalanie się nad sobą, a staniesz się kimś kto żyje pełnią swojego życia i możliwości. Autentyczność/Spójność jest wszystkim – bądź obecny, aktywnie wybieraj i uczestnicz w tym, co wybrałeś w pełni (zamiast po prostu „odklepać” swoje), lub nie rób tego wcale (ponownie, aktywny wybór)! Myślę o tym trochę jak o kole w rowerze – jeśli wszystkie szprychy są mocne, koło się porusza i wszystko sprawnie działa… jeśli jedna ze szprych jest słaba, koło nie porusza się tak dobrze i jazda staje się zmaganiem. Łatwiej naprawić koło niż zmagać się z nim do końca życia! Krótka notka na marginesie: Spójność/Autentyczność nie jest tym samym co Moralność! Autentyczność oznacza coś co dla ciebie działa (jak w przykładzie z kołem), a nie koniecznie coś, co cię uczyni lepszym człowiekiem (to zadanie należy do Etyki, która jest osobną dziedziną życia).

Uważaj na krytykowanie innych w swojej głowie – to bardzo kuszące, ale jest to jedynie wymówka by samemu poczuć się lepiej ze sobą. To się oczywiście zdarza każdemu i nie biczuj się za to w myślach – zawsze po prostu zauważaj i ulepszaj, zauważaj i ulepszaj, zauważaj i ulepszaj – i tak w nieskończoność. Bądź obecny i dostępny emocjonalnie dla innych (AKTYWNIE wybierz bycie obecnym i dostępnym emocjonalnie dla innych zamiast po prostu być nieobecnym i zdystansowanym). To uchroni cię przed byciem oziębłym emocjonalnie, co dla mnie osobiście zawsze jest powodem do ucieczki w P. Patrz na przełomy (już ich wiele miałeś i na pewno będziesz mieć jeszcze więcej!) i ciesz się lekcjami jakie przynosi ci życie za każdym razem…

Mam nadzieję że to komuś pomoże… Jeśli nie, jestem pewien, że tak zaradne osoby jak wy, z pewnością znajdą inspirację w innym miejscu! Nie poddawajcie się!

Pat B.

Make Love, Not Porn.

pobrane (1)

Żyjemy w dość dziwnym świecie. Z jednej strony wszędzie otacza nas epatowanie seksualnością – w telewizji, w czasopismach, na billboardach. Reklama bez kawałka golizny nie jest dobrą reklamą, zgodnie z zasadą, że „seks sie sprzedaje”. Z drugiej strony, jesteśmy wciąż bardzo purytańskim społeczeństwem. O „tych” sprawach, rzadko się rozmawia z przyjaciółmi, a jeszcze rzadziej w domu. Mamy głęboko zakorzeniony wzorzec, który mówi mam, że mówienie o miłości fizycznej jest nieprzyzwoite. I to właśnie ten wzorzec, mówiący: „z seksem jest coś nie tak” naraża nas na perwersje.

Wyobraźcie sobie świat, w którym kochanie się jest traktowane jak najnaturalniejsza rzecz na ziemi, tak samo jak oddychanie czy robienie zakupów. Świat, w którym kobieca pierś nie jest czymś, co wzbudza niezdrową fascynację – a jedynie kolejną częścią ludzkiego ciała – taką jak nogi, brzuch, czy uszy. Teraz zadajcie sobie pytanie – czy widzieliście kiedyś reklamę oddychania? Czy ludzie fantazjują o oddychaniu z chorobliwą fascynacją? Czy widzieliście kiedyś aby na billboardzie szczególnie wyeksponowane były kobiece (albo męskie) uszy? Nie? Dlatego, że nie traktujemy tego jak nic specjalnego. A to powoduje, że przestajemy być tak na tym punkcie zafiksowani.

Jakiś czas temu natrafiłem w sieci na raport z badania antropologicznego, które zajmowało się społeczeństwami, w których nagość jest czymś zupełnie normalnym. Badania wskazały, że w tych społeczeństwach nie istnieje praktycznie zjawisko fetyszyzmu. Kiedy mamy do czynienia z prawdziwym człowiekiem, z jego pięknem i niedoskonałościami, kiedy znika element „zakazanego owocu”, „tajemnicy”, „tabu” nie ma miejsca dla perwersyjności. Seks staje się czymś naturalnym, czym cieszy się para ludzi będąca w bliskiej relacji.

Jako osoba która sama walczyła z uzależnieniem seksualnym, a teraz pracuje z innymi mężczyznami u których ten problem występuje, poświęcam dużo swojego czasu aby „odczarować” ten zniekształcony widok ludzkiej seksualności, w którym stała się ona „świętym Graalem” spełniającym wszystkie życzenia, zamiast po prostu być kolejną częścią ludzkiego życia i w szerszym kontekście – relacji. Nadanie seksualności właściwego miejsca w swoim życiu, a jednocześnie docenienie jej i zaakceptowanie w pełni – to cele, nad którymi pracuję każdego dnia. Pozwólcie zatem, abym podzielił się tu swoimi przemyśleniami.

Po pierwsze, przyszedł do mnie taki moment, w trakcie zdrowienia, w którym zrezygnowałem z całkowitej abstynencji seksualnej (alias „celibat”) i powróciłem do normalnego świata intymnych relacji. Miałem w tym czasie wiele kłopotów z odróżnieniem własnych intencji. Nie zawsze byłem kierowany zdrowymi pobudkami i to odbijało się na mojej relacji i samopoczuciu. Byłem rozdarty: „Czy to jest ok? Może nie jestem w stanie wrócić do zdrowej seksualności?”. Zacząłem się zastanawiać nad tym, czym jest tak naprawdę zdrowa seksualność – w końcu nigdy jeszcze nie miałem z nią styczności. W efekcie tych rozważań i analizowania własnej motywacji pojawiły się trzy czynniki, które różnicują uzdrawiające i głębokie doświadczenie seksualne od działań, które potencjalnie mogą przynieść nam szkodę:

  1. Miłość – wiele osób które znam rozdziela miłość fizyczną i emocjonalną. Osobiście uważam, że seks może być naprawdę uzdrawiającym przeżyciem tylko wtedy, kiedy jesteśmy w pełni otwarci emocjonalnie na drugiego człowieka. Daje nam to poczucie bezpieczeństwa i przestrzeń, w której możemy się wspólnie cieszyć tym wspaniałym doświadczeniem i pogłębić istniejącą między nami więź. Nie neguję radości z doświadczania swojego ciała – ale dla mnie osobiście to trochę za mało. W świecie pornografii seks jest odarty z miłości – czy faktycznie tego pragniemy jako istoty ludzkie? Przeciwdziałaj i zamiast odgrywać kolejne sceny z filmu, spróbuj zacząć się kochać.
  2. Szacunek – mam tu na myśli przede wszystkim uszanowanie potrzeb swojego partnera. Oznacza to, że nie zmuszamy się nawzajem do niczego. Oznacza to, że rozmawiamy na temat tego, co lubimy, a czego nie i szanujemy nawzajem granice jakie stawiamy sobie w życiu intymnym. Oznacza to, że nie robimy nikomu krzywdy tym, jak się kochamy.
  3. Bliskość – jesteśmy istotami mającymi potrzeby nie tylko w wymiarze fizycznym, ale także w wymiarze emocjonalnym. Być może przez wiele lat ignorowaliśmy te potrzeby, szukając czegoś w zastępstwie. Jeśli chcemy żeby seks był doświadczeniem nie tylko przyjemnym, ale też zaspokajającym w sensie emocjonalnym, potrzebna jest bliskość. Jest to w zasadzie rozwinięcie punktu pierwszego. Czasami jednak wydaje się nam, że kochamy kogoś i pragniemy jego szczęścia, ale mimo to nie ma między nami pełnej otwartości, emocjonalnej bliskości, która niweluje ten mur między dwójką ludzi i na chwilę czyni ich częścią większej całości. Większość z nas, borykających się z kompulsywnym seksem, w życiu nie doświadczyła prawdziwej intymności w relacji z drugim człowiekiem i nie zna jej smaku. Jest to coś, czego się trzeba nauczyć od podstaw. Gdy czujemy bliskość, drugi człowiek przestaje być postrzegany jako obcy – gdy dotykamy jego skóry, czujemy jakbyśmy znali ją od zawsze, gdy całujemy – jest to tak naturalne i czułe, jak utulenie swojego dziecka do snu.

Musimy jako społeczeństwo i jako jednostki szukać sposobów „odczarowania” naszej seksualności. W naszym głosie, głosie osób, którym ta sfera wymknęła się spod kontroli i które musiały rozpatrzeć ją na nowo – jest siła. Wykorzystajmy ją. Propagujmy kochanie się – a nie porno.

Droga do zdrowej seksualności

 

Stawianie granic

stop

 

 

Stawianie granic w relacjach dysfunkcyjnych

 

Jest dla mnie zupełnie zrozumiałe, dlaczego chciałbyś żeby członkowie twojej rodziny żyli z tobą w zgodzie. Być może czujesz pokusę aby przymykać oko na pewne zachowania i nie załatwiać pewnych spraw bezpośrednio, dopóki nie dotrą one do punktu w którym nie możesz ich już dłużej ignorować, kiedy sprawią, że zaczniesz czuć się chory w środku. Uważam jednak, że kiedy nie pozwalasz na dysfunkcyjne zachowania, jest to sytuacja w której obie strony wygrywają. Nie ma tak naprawdę znaczenia czy ta osoba jest członkiem twojej rodziny czy nie. Instynkt plemienny każe ci dążyć do przetrwania poprzez wsparcie twojej rodziny, to siedzi głęboko w nas. Umiejętność tworzenia takiej wewnątrzplemiennej zgody była istotną cechą w naszej przeszłości i na poziomie genetycznym – ale to nie jest już potrzebne. Jeśli jesteś dorosły i wciąż jesteś zależny – finansowo lub w inny sposób – od swoich rodziców, to postaw sobie za cel jak najszybsze uniezależnienie, ponieważ jeśli pozostaniesz zależny, to istnieje większe prawdopodobieństwo, że będziesz starał się przecierpieć jakoś ich zachowanie. A jeśli jest ono dysfunkcyjne, to będzie wpływało na całe twoje życie, na twój dobrostan – po prostu nie warto. Karl Jung powiedział kiedyś, że jednym z największych wyzwań jakie mamy jako istoty ludzkie, jest dopasowanie się do stada zachowując swoją unikatowość. To oznacza, że dopasowanie się do stada, do plemienia, do grupy, ma sens na biologicznym poziomie, ale jeśli chcesz się rozwijać jako jednostka, to w pewnym momencie musisz też nie zgodzić się z innymi i jest to tak naprawdę pomocne dla ludzi, wobec których ustalasz te zasady. Powiedzenie im:
„nie mam zamiaru pozwalać na twój brak szacunku” – ponieważ do tego przychodzi w relacjach z bliskimi w których czujemy się nieszanowani i krzywdzeni – czujemy, że musimy unikać tych sytuacji, albo znosić każde zachowanie, tak jakbyśmy wciąż byli dziećmi i musieli działać „na około” problemu. W efekcie spędzamy czas przepijając święta czy rodzinne spotkania, żeby wyprzeć i zagłuszyć swoje emocje. Ale jednym z negatywnych efektów które się zachodzą, kiedy wypierasz emocje prowadzące do konfliktu, którego chcesz uniknąć, jest to, że możesz z tego zachowania uczynić mechanizm radzenia sobie w innych sferach twojego życia – że nie będziesz w stanie właściwie rozwiązać spraw w swoich relacjach. Uważam, że istnieje większe prawdopodobieństwo, że przyciągniemy do siebie pozytywne relacje, romantyczne albo przyjacielskie, jeśli poradzimy sobie z problemami które wynikają z naszej rodzinnej przeszłości, problemami pierwotnymi. Tak jak wspomniałem, jeśli przestajesz pozwalać innym na okazywanie ci braku szacunku, jest to sytuacja w której obie strony wygrywają – jest tak ponieważ to rozwija twoją pewność siebie, równocześnie dając szansę innym osobom na zrozumienie, że ich zachowania niosą za sobą konsekwencje. Bardzo często borykają się oni z własnym żalem, gniewem bądź depresją i po prostu zwalają to na innych ludzi – więc jeśli uważasz, że jesteś w pułapce systemu z którego nie możesz uciec – czynisz z siebie odbiorcę tej negatywności i cierpliwie ją znosisz – to wtedy wzmacnia ich ego. Dajesz im do komunikat: „to co robisz jest w porządku, wciąż cię kocham, jesteś wspaniałym człowiekiem” – a w rzeczywistości w porządku jest nie kochać kogoś, kto cię nie szanuje. W porządku jest powiedzieć sobie: „to mi wcale nie wygląda na miłość. To wygląda jak rzucanie oblegami, czuję, że to obrzydliwe i nie mam zamiaru unikać tego tematu dłużej. Więc jeśli masz zamiar dalej traktować mnie w taki sposób, nie chcę dłużej przebywać w twoim otoczeniu.” Kropka. „Jeśli chcesz się zmienić, będę szczęśliwy aby cię znów w nim przywitać”. I w tym tkwi sedno – ludzie mogą się zmienić. Ale [jeśli im tego nie przekażesz – przyp. Tłum.] ci wszyscy ludzie, którzy utknęli gdzieś w negatywności i nie radzą sobie ze swoimi emocjonalnymi problemami, będą woleli raczej odreagowywać swoje problemy na innych, zamiast wykonać pracę niezbędną do wprowadzenia zmian w swoje życie. Jednakże, jeśli nagle do nich dotrze: „hej, nikt nie chce mieć ze mną do czynienia, ponieważ zachowuję się jak dupek!” – to być może nada im to impetu wystarczającego do osobistej ewolucji. I być może uda im się to w tym życiu, a być może nie – ale jeśli ty pozwalasz im dalej robić to co do tej pory, jeśli znosisz po prostu całą tą negatywność, krytykę i złą energię, na którą nie uważasz, że zasłużyłeś, nie pomagasz im się zmienić, nie pomagasz sobie, nie pomagasz nikomu. Jesteś po prostu „pozwalaczem” i jedyne co robisz, to zezwalanie na negatywne zachowanie. Wiele osób będzie próbowało usprawiedliwić twoją negatywną postawę, będą mówić: „Cóż, jestem członkiem twojej rodziny więc musisz utrzymywać ze mną kontakt” – ale wcale nie musisz. Gdzie to jest napisane? Niektóre osoby używają religijnych koncepcji do usprawiedliwienia swoich nadużyć i rzucają takie frazesy jak: „Szanuj ojca swego i matkę swą”, aby usprawiedliwić swoje negatywne zachowanie. Nie jestem chrześcijaninem, ale gdybym był zrozumiałbym to w ten sposób, że pozwalanie im na takie zachowanie jest właśnie okazaniem braku szacunku. Nie okazujesz szacunku wobec ich iskry bożej, wobec ich esencji, dając im do zrozumienia, że interakcje z innymi ludźmi mogą polegać tylko i wyłącznie na egoizmie. Szacunkiem jest wyrażenie prawdy, szczerość i ustanowienie pewnych granic, a także powiedzenie sobie: „nie będę robił z siebie biernego odbiorcy ich negatywności”. Stawmy temu czoła: niektórzy ludzie są szczęściarzami i mają rodzinę która daje im wsparcie i pomoc, rodzinę, w której czują się kochani i jest im w niej dobrze, ale nie każdy ma taką rodzinę. I jeśli członkowie twojej rodziny są tutaj, aby pomóc ci w nauce stawiania granic, to też są pomocni.

Jest to pomocne na drodze do twojego rozwoju, a poprzez ustanowienie zdrowych granic możesz pomóc też im. Nie jest to twoim obowiązkiem, ale przynajmniej jest na to szansa, jeśli powiesz „nie” negatywności i po prostu dasz im do zrozumienia, że nie masz zamiaru znosić towarzystwa osób, które cię nie szanują, niezależnie od tego, czy jest między wami więź genetyczna, adopcyjna, czy też jakakolwiek inna. Nie ma znaczenia jaki rodzaj więzi was łączy, to co ma znaczenie, to uczenie innych szacunku do siebie na własnym przykładzie – nauczenie ludzi w twoim życiu, w twojej społeczności, jak wygląda szanowanie siebie. A nie wygląda to wcale jak pójście na rodzinne spotkanie tylko po to, aby nasłuchać się o sobie przykrych rzeczy i chodzenie później do kuchni po kolejnego drinka, żeby zagłuszyć swoje emocje. Unikanie rozwiązania tej sytuacji nie pomaga tobie ani komukolwiek innemu. Jeśli jesteś dzieckiem, żyjącym w jakiejś negatywnej sytuacji, jeśli pojawiają się nadużycia – zgłoś je. Jeśli nie możesz wydostać się z obecnej sytuacji w żaden dostępny ci sposób, spróbuj zbudować wspierającą społeczność wokół siebie, złożoną z ludzi, którzy są dla ciebie dobrzy. Nie musisz być biernym odbiorcą negatywności w której jesteś wychowywany, która występuje w twoim otoczeniu – możesz zbudować własną społeczność i nauczyć się wzmacniania szacunku do siebie poprzez wybieranie ludzi, z którymi chcesz się zadawać. Musisz zrozumieć, niezależnie od tego, czy jesteś dorosłym czy dzieckiem, że jeśli wybierasz osoby które są negatywne wobec ciebie, które cię nie szanują, to prawdopodobnie odgrywasz na nowo swoje rodzinne doświadczenia. Mechanizm jest taki, że my nieświadomie chcemy uzdrowienia, chcemy czuć się dobrze, chcemy kochać siebie, ale nie do końca wiemy jak, więc przyciągamy do siebie osoby, które nie są pozytywną siłą w naszym życiu, aby móc się temu bliżej przyjrzeć. Nie dokonujemy świadomie tych wyborów (mówiąc sobie: „na to właśnie zasługuję”), dopóki nie powiemy zrozumiemy, że nie czujemy się z tym dobrze, dopóki nie zdecydujemy, że mamy zamiar traktować innych z szacunkiem, być szczerzy i ustanawiać granice, a także wybierać ludzi, z którymi dobrze się czujemy. Powiedzenie ludziom, z którymi nie czujemy się dobrze: „słuchaj, wiem, że prawdopodobnie jest ci dobrze z okazywaniem braku szacunku innym, lub krytykowaniem, albo z zachowniami pasywno-agresywnymi, ale powód dla którego jest ci z tym dobrze jest taki, że wzmacnia to twoje ego i ja wcale nie czuję sie z tym dobrze, nie zasłużyłem sobie na takie traktowanie, więc nie będę go dlużej znosił. Jeśli chcesz się rozwijać, dokonać zmiany i stać się osobą z którą przyjemnie spędza się czas, będę szczęśliwy witając cię ponownie w swoim życiu, ale do tego czasu mam zamiar zrobić sobie przerwę, zdystansować się, odpuścić i zrobić wszystko, co trzeba aby zadbać o swoje życie, aby nie pozwolić ci na kontynuowanie zachowywanie się tak, jakby traktowanie ludzi w agresywny sposób było w porządku. I chcę to powtórzyć – to będzie dar dla tej osoby i nawet jeśli narobi krzyku i (jeśli jest to członek rodziny który wie o tobie wszystko, zna twoją historię i czułe punkty) będzie próbować egoistycznie użyć wszystkiego co wie przeciwko tobie, aby wpędzić cię z powrotem w poczucie zwątpienia, abyś czuł się źle, aby namieszać ci w głowie i sprawić, że nie będziesz dłużej sobie ufać, to jest moment gdzie pojawia się twój rozwój, to jest moment gdzie pojawia się twoja siła i w tym momencie musisz mieć zaufanie wobec tego czego się nauczyłeś i dowiedziałeś w trakcie pracy nad sobą, stać się świadom tego co się naprawdę dzieje i wbrew ich zamiarom, wbrew ich krzykom: „ale ja dalej chcę mieć cię blisko, żeby się na tobie powyżywać, dalej chcę, żebyś przychodził, żeby móc na tobie odreagować swoją złość, żal albo depresję”, wbrew wszystkiemu nie przestawać w siebie wierzyć. Danie tym ludziom czego chcą nie będzie dla nich specjalną przysługą, w takich sytuacjach musisz powiedzieć sobie: „teraz mam zamiar nauczyć cię, czego ja potrzebuję, żeby czuć się z kimś dobrze. I jeśli nie zależy ci na tyle, żeby zmienić swoje zachowanie na takie, z którym ludziom jest dobrze, to do widzenia. Jest mi żal, że muszę cię opuścić i nie będzie to wcale proste i niektórzy ludzie w moim życiu mogą tego nie zrozumieć, ponieważ sami mają wspaniałe rodziny i rzucają górnolotne koncepcje w stylu: rodzina jest ważna, albo: rodzina to wszystko co ci zostaje gdy inni cię zawiodą, ale te banały nie zawsze okazują się prawdziwe.” Więc bądź wierny sobie, ustal granice i pomóż sobie, pomóż innym i systematycznie sprawiaj, aby świat stawał się bardziej świadomym miejscem, gdzie ludzie nie będą już dłużej unikać problemów i szukać dróg na około, ale będą kochający, będą tworzyć pełne miłości społeczności, będą się rozwijać i leczyć, korzystając ze wszystkich dobrodziejstw, które są dla nich dostępnę. Dziękuję za wysłuchanie.

Źródło: https://www.youtube.com/watch?v=0AspHr5UCDA

Klucz do udanej relacji

„…zwierzęta w naszym życiu nie zjawiają się bez powodu: udzielają nam nauk o tym, jak zostać lepszym człowiekiem.” – Cezar Milan

 

Witam wszystkich serdecznie,

To kolejny wpis inspirowany moją pasją do zwierząt. Jak wiecie, wiele związków tkwi w impasie. Powtarzają te same schematy reagowania i nie umieją wyrwać się ze spirali negatywnych emocji, która ich zżera. Dzieje się tak, ponieważ reagują na siebie nawzajem w sposób uruchamiający – energia ich złości, frustracji, niepokoju, żalu – podsyca się nawzajem, co najczęściej skutkuje rozstaniem. Jednak ta sama osoba, która w związku może „ziać ogniem” w towarzystwie innych ludzi, na przykład swoich przyjaciół, zamienia się w czarującą i wyrozumiałą. Czemu tak jest?

Kluczem do zrozumienia tego mechanizmu jest ENERGIA. Otoczenie, w którym ta osoba przebywa, posiada inną, bardziej pozytywną energię, co naturalnie wydobywa z tej osoby jej najlepsze cechy. Wierzę, że człowiek we właściwym otoczeniu, o wysokiej energii, może zmienić się nie do poznania. To dlatego tak lubimy obecność osób które nas rozumieją, wspierają i są harmonijne – ponieważ budzi to w nas te same cechy. Ludzie to zwierzęta społeczne i czy chcesz tego czy nie – ludzie, jakimi się otaczasz, mają na ciebie pewien wpływ.

Niejednokrotnie w swoim życiu zastanawiałem się, jak to jest – czemu dwójka ludzi którzy się kochają i w gruncie rzeczy mają do siebie dobre nastawienie, nie potrafi się dogadać. Problem leży w tym, że choć świadomie dążą do zgody, na niższym, bardziej pierwotnym poziomie mają w sobie nagromadzoną negatywną, niską energię – frustracji, żalu, złości, niepewności. Wierz mi lub nie, ale to jaką masz energię, a więc twoja mowa ciała, ton głosu, wyraz oczu – mówi ludziom więcej o tobie, niż twoje słowa. Szczególnie kobiety, są w stanie instynktownie wyczuć niską energię i równie instynktownie zareagować na nią odrzuceniem. Nie chcemy być w otoczeniu osób, które mają niższą energię. To naturalne.

W jaki sposób można zatem uratować swój związek z tej spirali negatywności? Poprzez osiągnięcie spokojnego, asertywnego stanu umysłu. Nie masz pojęcia o czym mówię? Przyjrzyj się Cezarowi Milanowi. Właściciele psów, z którymi on pracuje, niejednokrotnie kochają swoich pupili bardzo i próbują ograniczać ich negatywne zachowania. Nie udaje im się to jednak, ponieważ nie mają właściwej energii, która sprawiłaby, że pies naturalnie się uspokoi i zacznie reagować inaczej. Energia ta wypływa ze spokojnego, asertywnego stanu umysłu. Ten sam mechanizm dotyczy ludzi. Kiedy ktoś przekracza jakąś granicę, jesteś spokojny, ale mówisz „nie” i nie ustępujesz na krok. Takiego faceta właśnie pragną kobiety – który będzie stanowczy, ale nie agresywny. Spokojny i pozytywny, nie obojętny i zimny. Czuły wtedy kiedy trzeba. To wszystko są wyznaczniki spokojnego, asertywnego stanu umysłu, który cechuje się bardzo wysoką, harmonijną energią. Wypływa on z tego, że jesteś w zgodzie ze sobą.

W jaki sposób zatem osiągnąć wysoką energię, szczególnie w sytuacji konfliktowej? Po pierwsze, trzeba sobie zapewnić przestrzeń i chwilę samotności. Po drugie – ostry trening fizyczny. Czemu jest to tak istotne – o tym w filmiku poniżej.

SEKRETEM UDANEJ RELACJI JEST SPOKOJNY, ASERTYWNY STAN UMYSŁU.

 

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

Up ↑